Artykuły

“Super” Tatuś – antyprzykład wspinaczkowego motywatora

Przychodzą zawsze we dwójkę: Tatuś i dziecko Tatusia. Dziecko ma 4-10 lat. Tatuś 40-50 lat. Dziecko jest jedynym dzieckiem Tatusia.

A może spróbujesz się powspinać? *
Niee… Boję się…
No spróbuj! U Pana się płaci?

Wspinanie to rodzinny sport. Wspinają się całe rodziny. Najlepiej pomiędzy bilardem, rzutkami, cymbergajem, automatami do gry w strzelanie z plastikowych pistoletów, kręglami i placem zabaw, gdzie tabuny dzieci drą się w plastikowych rurach i pływają w plastikowych kulkach. Witajcie w rodzinnym (plastikowym) centrum rozrywki – tam w piwnicy siedzi na krześle cieć z brodą (lub bez), obsługuje radio i płytkę stichta i zajmuje się też wrzucaniem kulek z powrotem do basenu. Sączy czarną, lepką od cukru kawę i wrogo spogląda na brykające po sąsiedzku dzieci. Czasem udaje, że się zna na czymś i asekuruje spady z góry, papulaste dzieci wyżej wymienione, upaprane keczupem z pizzy. W połowie przypadków dzieci chcą się wspinać. W połowie – rodzice chcą, by dzieci się wspinały. I z taką sytuacją ów chałturnik ma właśnie do czynienia.

Nie, szkolenia nie chcę. Chcę by zajął się tym profesjonalista.
Dziecko lekko się trzęsie podczas zakładania uprzęży. Wchodzi metr, może dwa.
Ja już nie chcę dalej.
Ale to przecież łatwe!
Boję się, chcę na dół
Ale Pan Cię ubezpiecza, to wszystko jest bezpieczne!
Ale ja chcę na dół!
Ale przecież Pan Cię trzyma, nic Ci się nie stanie! No postaw tam nogę, wyżej! Złap się tego czerwonego!
Ja już nie chcę!
Wie Pan, on/a tam może nie sięgać z tego stopnia. Chcesz na dół?
W odpowiedzi milczące skinienie głową lub ciche mhm, i trwożliwy wzrok skierowany na rodziciela.
No nie wszedłeś za wysoko.

Dziecko milczy, ma spuszczony wzrok.

Nie jestem z Ciebie zadowolony.
Ja chcę do kulek
Nie idziesz do kulek! Przyszliśmy się tu wspinać!
Kolejna droga.
Tato, mogę już zejść?
Ale czego się boisz? Przecież jesteś na linie, Pan Cię trzyma. To wszystko działa, to jest logiczne!
Wie Pan, może on/ona boi się mimo to? (głupio mi 40-latkowi tłumaczyć, że pięcio-, ośmiolatek nie myśli logicznie – lęk  nie jest wynikiem logicznego myślenia, strach przed wysokością to atawizm pomagający przeżyć).

Tatuś milczy, tatuś wie wszystko. Jak złapać chwyt, jak i gdzie postawić nogę. Tatuś nawet tę nogę (dziecka, przecież nie własną) na ścianie postawi, pokaże. „Profesjonalista” asekuruje, nic nie mówi. Widać sieje ziarno nieufności w dziecku, że nie musi, że może nie iść do góry, że może odpocząć (poddać się).

Nie poddawaj się!
Ćwicz charakter!
Nie ma mamusi! Musisz być twardy!
Jak dojdziesz do pomarańczowego chwytu, to tatuś będzie Cię kochał (sic!!!).
Trenuj charakter i silną wolę!
Nie ma, że boli, musisz to przezwyciężyć!
Nie ma czego się bać! Tylko głupi się boją!
I co się poddajesz?
Odpoczniesz chwilę i spróbujesz jeszcze raz dobrze? Nie wyjdziemy stąd, jeśli tego nie zrobisz!

Dziecko pod pretekstem pójścia do toalety ucieka na chwilę. Tatuś zauważa chyba, że „profesjonalista” niespecjalnie wspiera wspinaczkowe zapędy Tatusia względem dziecka. Chyba z twarzy mu przezierają trochę myśli, Tatuś zaczyna tłumaczyć swe metody wychowawcze.

Bo wie Pan, on jest taki leniwy. Jak się nie zmusi go na początku, to nic sam nie zrobi. Taki ma charakter. Jak on się bronił, jak on nie chciał na gitarze grać! A teraz, co? Gitarowy talent! To samo było z nartami. Ile ja się namęczyłem, by jeździł! A pływanie!? W ogóle do wody nie chciał wchodzić! A ostatnio 3. miejsce w sztafecie zdobył! A języki? Ile ja czasu poświęciłem! Co się okazało? Geniusz językowy! To samo z bieganiem! A teraz w biegach przełajowych był 2. w swojej kategorii! No bo wie Pan, nie chodzi o to, by jakimś alpinistą został, o nie. Ale musi trenować silną wolę i charakter. Bo on ma taki słaby charakter, wie Pan?

Tatuś wie wszystko, zaczyna rozmowę o Zamarłej Turni, że się tam wspinać można. Rozmowa jakoś się nie klei. Tatuś idzie po dwudziestu minutach po dziecko, spędzają w toalecie jeszcze z pięć minut i wracają. Tatuś popycha lekko zasmarkane dziecko, by założyć uprząż.

I jak się umawialiśmy? Masz walczyć!

Dziecko po sporadycznych podpowiedziach „profesjonalisty”, subtelnie wciągane, wchodzi na górę. Szczęśliwe. Tatuś chwali dziecko. Dziecko jest szczęśliwe, że może już sobie iść. Tatuś jest dumny z dziecka. Na koniec przyznaje:

Ale następnym razem, to trzeba będzie inne buty założyć, bo w tych sandałach to ciężko mogło być.

Tatuś nigdy sam nie pokaże dziecku, jakie to łatwe. Tatuś nigdy nie asekuruje dziecka. Tatuś jest od treningu charakteru.

Tatusiu, wejdź na ścianę. Brzuszek przeszkadza? Tatusia dziecko na pewno brzuszka mieć nie będzie – przecież przejdzie szkołę charakteru. I będzie takie jak Tatuś.

Bo wspinanie to taki rodzinny sport. W każdym wieku, dla każdego.

P.S. Tatuś to postać symboliczna, lecz realna. Tatusiowie tacy przychodzą czasem z dziećmi na ścianę. I tak się zachowują, tak właśnie motywują („szkolą”?) swe pociechy. I stanowią pewnie spory procent społeczeństwa. Quo vadis Tatusiu?

* Kursywą są cytowani Tatusiowie zasłyszani na ścianie. Ojców było wielu, jeden Tatuś drzemał w nich wszystkich.

Artykuł z

  • #1 napisane przez Ogr
    około 8 miesiące temu

    “– Jak dojdziesz do pomarańczowego chwytu, to tatuś będzie Cię kochał”
    Ale jak tak w ogóle można?! To nieludzkie… Nie potrafię swym wątłym mózgiem tego objąć… Rodzic potrafi być taki kochany…

    Ja też jak byłem mały uwielbiałem baseny z kulkami… Może dlatego że kiedyś było ich tak mało. Wspinałem to ja się na owocowe drzewka sąsiadów.
    + dla autora – bardzo miło się czytało.

Brak trackbacków.
Climb.pl – Wspinanie sportowe, interaktywne topo, filmy wspinaczkowe, galerie wspinaczkowe, poradnik dla początkujących © 2004 - 2012
213 Zapytań. 3,132 sekund do załadowania
Reklama w serwisie Climb.pl - Cennik