- Strona główna
- Kalendarz
- Test butów
- Newsy
- Galeria
- Poradnik wspinaczkowy
- Prawie wszystko o karabinkach
- Metody asekuracji
- Jak wybrać uprząż wspinaczkową ?
- Buty wspinaczkowe Rock Pillars
- Skale trudności dróg wspinaczkowych
- Dziesięć zasad bezpiecznego wspinania
- Umiejętność asekuracji i operowania liną
- Węzły – niezbędne do przetrwania
- Przyrządy asekuracyjne
- Trening…? A na co to komu?! cz.1
- Ręce – pielegnacja
- 10 zasad treningu – by Udo Neumann
- Urazy ręki we wspinaczce sportowej
- Urazy palców: przyczyny i profilaktyka
- Zbułowanie: jak walczyć z kwasem mlekowym?
- Guma gumie nie równa…
- Woda – gasi pragnienie, skraca cierpienie
- Lód – dobry nie tylko w letni skwar
- Technika asekuracji i miękkie loty
- Stopy i stopnie. Pracuj nie tylko głową!
- Prana: jak oddychać?
- Nie tylko dla konia: uprząż
- Cienka granica czyli krótko o linach wspinaczkowych
- Rodzaje treningu na Campusie – Poradnik Wideo
- Interaktywny Przewodnik
- Filmy
- Pogoda
- Artykuły
- Kącik komiksu
- Kontakt
Ostatni Part (3/3) czyli nauka pływania w weekend
„Mallorca es funky!” To najczęściej słyszana odpowiedź, gdy pytaliśmy o Deep Water Solo. Postanowiliśmy to sprawdzić jako, że miejsce spełniało nasze wymagania (patrz. Part2/3) i założenia (patrz. Part 1/3).
Pierwsze chwile na Mallorce wcale nie są funky! :/ Nie dość, że co chwila popaduje to za cholerę nie możemy zupełnie nic złapać. Wszyscy kierowcy patrzą na nas z nieukrywanym/ną (do wyboru 1 z 3): obrzydzeniem, złością lub nieczułością, do tego stopnia, że zaczynamy się zastanawiać czy wyciągnięty w górę kciukiem jest wulgarnym gestem na tej wyspie. W końcu jednak zdesperowani, źli i głodni postanawiamy uszczuplić nasz budżet i skorzystać z komunikacji miejskiej. Duży wpływ na naszą decyzję ma spory niedobór snu. Za niewielką cenę, kilka godzin później zostaje niedelikatnie obudzony na naszej stacji: Manacor.

Mallorca es funky! (foto. arch Jonas Staehelin)
„Are you going to Cala Barques?” – słyszę pytanie podczas prób wstania z plecakiem, co przypomina zmagania przewróconego chrząszcza który nie może się obrócić. Z początku tylko przytakuje z zamkniętymi oczami, a kolejne pytania, kiedy jednak osiągam postawę Homo Erectus, zaczynam się zastanawiać z kim ja właściwie rozmawiam i skąd on wie dokąd się wybieramy. No tak. Specjalnie na stopa ubrałem koszulkę 5.10 po to by ewentualny wspinacz/kierowca mógł mnie rozpoznać jako ziomka. Jak widać pomysł nad zwyczaj trafiony. Chwilę później poznajemy Eliota z Kalifornii. Dokładniej z Santa Cruz. To samo Santa Cruz z którego pochodzi Sharma – wtedy jeszcze nie wiem jak często będę to słyszał…
Eliot wraca właśnie z mega melanżu w Palmie i jest tak miły, że bierze na siebie rolę przewodnika, łapie dla nas złotą „beemke” na Cala Barques i pokazuje nam gdzie można spać. Po oględzinach okolicy, kąpieli w morzu i wspólnym obiedzie z Austriakami poznanymi w Magikach powoli też zaczynamy się skłaniać do oceny „Mallorca es funky!”
Nieubłaganie nadchodzi chwila konfrontacji. Podnieceni, ale i spięci niczym przed pierwszym konkursem recytatorskim w podstawówce, idziemy rozpocząć naszą przygodę z Psicoblocami. Chyba nigdy w życiu nie wspinałem się tak ostrożnie i siłowo na 6a+! Jakoś ciężko mi się przyzwyczaić do widoku głębi między nogami – szczególnie, że jestem nad wyraz słabym pływakiem. Strach przed odpadnięciem/dobrowolnym skokiem oraz zapas niezbędny do pokonania tych skrajnych trudności – to mój klucz do sukcesu który będę starał się wykorzystywać do końca wyjazdu. Kaja jak większość (łącznie ze mną) bała się spaść krzywo do wody, dlatego tak jak połowa postanowiła postanowiła „kontrolowanie zeskoczyć”. Jest to manewr na który ja podczas całego wyjazdu ani razu się nie zdecydowałem, ponieważ tak samo jak spadać bałem się samemu skoczyć, a jak już mam zrobić sobie krzywdę to strzelając do klamy topowej na odlocie, a nie wycofując się jak mięczak. Tyle lat prania mózgu w piwnicy zrobiło swoje. Dlatego zawsze wchodząc w drogę wiedziałem, że mam tylko jedno wyjście – wyjście na top.
Jak już pisałem, udało się, ale styl ani nie był efektowny ani bardzo efektywny – w związku z tym postanowiłem iść na coś sporo trudniejszego, tak by móc niekontrolowanie odpaść i w razie pomyślnego lądowania, zwiększyć swój komfort psychiczny i pewność ruchów. Próbuje Metrosexual 7a+. Nabity jak amerykański kurczak pomyślnie on – sight’uje drogę. Szczęście w nieszczęściu bo w końcu miałem się nauczyć spadać. W takim razie skoro nie 6a, skoro nie 7a, to może 8a! Smash it in! 8a zaczyna się bulderowym daszkiem, potem lekkie przewieszenie gdzie widać duże dziury, a potem…nieważne na początek tyle mi starczy…
Chwyty dobre, stopnie małe, ruchy dalekie. Niespodziewanie crux wchodzi sajtem. Równie niespodziewanie cała magnezja wychodzi sajtem – niestety ale ucięty kawałek plastykowej butelki na sznurku nie sprawdza się równie dobrze co woreczek na magnezje. Wiszę w klamach w środku drogi i zaczynam wariować – łapy nabite, dłonie spocone, wycofać nawet jakbym chciał to i tak nie mam jak, zeskoczyć też się boję poza tym bez jaj – nie na życiowym on-sight’cie! Przerażony sytuacją zaczynam krzyczeć…krzyczę długo i głośno…

DWS w wykonaniu Gadzica (rysunek autorstwa Kai Marek/climb.pl)
„Where is the fuckin exit?!?!”
„You have good pocket on right…” – woła Chris stojący jako jedyny na startowej półce (cały fanklub z aparatami i kamerami stoi na drugiej dostępnej z lądu półeczce)
- Spierdalaj Sharma! Idę sajtem, nie chce twoich patentów – chce tylko wiedzieć w którą stronę mam iść…
Niestety gdy dochodzę do finalnego bulderu już cały tłum się drze „bardziej w lewo masz klamę!” Przerażony, na odlotach kończę drogę z myślą – „cholerny Sharma, zepsuł mi sajta!”
Możliwości na Cala Barques powoli się kończą – czas przenieść się na Cova del Diablo, o której od początku słyszymy, że jest wielka jak potencjał 9a w Brzoskwinia Valley. W związku z tym, wieczorem pytam wszystkich sąsiadów, niezależnie od stopnia znajomości, czy jadą jutro tam się wspinać:
- Siema! Mieszkam za tym krzakiem więc jesteśmy sąsiadami. Jeszcze się nie znamy więc może na dobry początek podrzucilibyście mnie z dziewczyną na Cove del Diablo?
- O! Siema! Spoko znam Cię tzn widziałem jak robisz Bandytów 7c+ czy tam 8a! Wow! To był sajt czy flash?
- Flash. Jak chcesz to opowiem Ci patenty. A więc…
(5 minut później)
- To jedziesz na tą Cove?
- Aj no chyba jutro mamy resta… A masz „licence”?
- „licence”??
- No „licence of driver”!
- A! no mam…bo co?
- Jak chcesz to weź nasz samochód – jest z wypożyczalni więc czil. Tylko zaparkuj tak samo…
- (!!!)…
Przemyślenia teoretyczno – praktyczne dla tych co nie byli, a by chcieli (inni mogą śmiało minąć:)
Cova del Diablo od początku robi na nas duże wrażenie. Nie jest wcale wyższa od sektora Tarantino na Cala Barques, ale wygląda wyśmienicie.Wysoki na 18 metrów, długi i przewieszony mur z wygodnymi półeczkami startowymi i mega litą skałą. To właśnie wspinając się tutaj zauważam wiele zależności obowiązujących na DWS na Mallorce. Przede wszystkim im wyżej tym trudniej mimo chyba, że niżej-wtedy jeszcze trudniej. Z drugiej strony im łatwiej tym trudniej i paradoksalnie im trudniej tym łatwiej. Ale co to za brednie? Po kolei: cruxy prawie zawsze są wysoko, a jeżeli już się zdarzy wyjątek nisko to jest on o wiele trudniejszy. Osobom wspinającym się po 6-tkach z liną raczej ciężko będzie tu wyrównać życiówkę, choćby dlatego bo nawet 6b bywają nieproporcjonalnie mocno przewieszone i trudne i co chyba ważniejsze jeżeli osoba zainteresowana życiówką obierze swój cel na Cova del Diablo, będzie musiała się wylegitymować jajami nieproporcjonalnie wielkimi do swojego bicepsa, (biceps za 6c, jaja za 8c!). Takie drogi jak Loobster 6c+ albo wymowny Surfer Dead 6c+ ze swoimi cruxami 3 ruchy przed 18 metrowym topem, stanowią wyzwanie samo w sobie niezależnie od pokonywanych trudności! Na koniec wydaje mi się, że często różnica między 6b a 7a jest tylko na papierze, ale związane jest to z tym, że tutaj szczególnie ciężko cokolwiek wyceni i szczególnie mało ludzi to interesuje. I ostatnie co do papieru: jeżeli chcecie szarpnąć się na makulaturę za 17 euro polecam dzieło Miguela Riery. Wszystkich którzy chcą się powspinać znajdując przebieg drogi na własną rękę, polecam dzieło rockfaxa. (PS. nie jestem przez nich sponsorowany ani nie są to moi znajomi:)

Cova del Diablo (foto.Stephan Smejkal)
Cova nie taka straszna, więc namawiam chłopaków na wyjazd na Es Pontas. I tu znów zaskoczenie – na filmach wyglądał duuużo groźniej. Jesteśmy niestety bez przewodnika, więc słabo się orientujemy gdzie co leci – tylko kilka wstawek i zapakowani w 8 osób do busa z 2 miejscami dla pasażerów ciśniemy na z dawna oczekiwane ” Sznycel Party”. Gdy już prawie jesteśmy trafiamy na…blokadę policyjną! Piątek w nocy więc szukają jakiś wspomagaczy. Widząc nasz pojazd od razu każą nam zjechać na bok:
- Tylko w 3 jesteście?
- yyy no niestety, ale nie…
- To ilu Was jest? Ile jest osób z tyłu?! jedna? dwie?
- yyy no chyba pięć…
- aa! czyli trzy tutaj i z tyłu dwie tak?
- nie no z tyłu pięć i tu trzy..
- Jak to?! Wszyscy wysiadać!
Wtem na placyk w Porto Christo wychodzi 4 Austriaków, 1 Szwajcar, 1 Kalifornijczyk z Santa Cruz (sąsiad Sharmy – mówi, że siostra Sharmy pracuje na recepcji na panelu:) i 2 Polaków. Sprawdzenie wszystkich dokumentów trwa chwilkę. Tę chwilkę umilamy policji naszymi barwnymi opowieściami jaki to kawał świata nie przejechaliśmy no i jacy to odważni jesteśmy, że się wspinamy w po skałkach. W planach było też przeszukanie furgonetki, jednak poszło to dość szybko i sprawnie: policjant wszedł, rozglądnął się, zobaczył syf, przeklął, machnął ręką, wyszedł. Na koniec pokojowo się rozeszliśmy bez żadnych drogocennych pamiątek. Epilog: Na następny dzień już w Cala Barques wymijamy jakiegoś Hiszpana. Zwyczajowe „!Hola!”. Wtem nagle:
- Wait! Wait! I know you!
– ???
– You were arested yesterday in Porto Christo amigos!

Kaja walczy na Might of the stalactite 7a RP DWS (rysunek autorstwa Kai Marek / climb.pl)
Ostatni dzień wspinu to próby zespołowego wspinania DWS. Idąc za radą Eliota, ja wspinam się „na pierwszego” i odszukuje sekwencję, prezentuje jak ją wykonać i na koniec służyłem jako wskaźnik. Zadaniem Kai idącej zaraz za mną było wciągnięcie, życiówki. Rest po kontuzji (patrz Part2/3) i kolejnej tygodniowej przerwie na Mallorce wyszedł jej na dobre i miło mi oznajmić, że Kaja szturmem wkroczyła do kobiecej czołówki Polski! Bo niby ile pań może się pochwalić sukcesami na 7a RP DWS i to w 3 próbie (w tym pierwsza zespołowa próba!). Nakręceni sukcesem na Might of the Stalactite 7a idziemy za ciosem na sąsiednią Big XXL 7a którą Kaja próbowała raz na początku wyjazdu. Tym razem przedarła się przez daszysko, utrzymała wylot nóg na strzale za kant do płaskiej klamki (a podciąga się ledwo raz – i to na dwóch rękach…) sięgnęła do drąga kończącego drogęz którego było już wyjście w łatwy pionowy teren a’la no hand…Wtedy było naprawdę blisko…Za rok wrócimy i zasieczymy!
Wykazy z Mallorcy:
Kaja Marek (climb.pl):
Might of the stalactite 7a RP DWS (3 próba)
Adaś Karpierz vel Gadzic (5.10, MJ Sport, climb.pl, Korona)
(komentarze do dróg na moim koncie log-book na 8a.nu)
Snatch 8b RP DWS (8 próba)
Smash it in! 8a Flash DWS
Carlos Checa 8a RP DWS
All cats are black at night 8a RP DWS (2 próba)
Ronatron 7c+ OS DWS
Bandito 7c+ Flash
Ejector Seat 7c OS DWS
Kill Bill 2 7c OS DWS
Vadage 7c OS DWS
PODSUMOWANIE:
2,5 miesiąca, przynajmniej 7000 km przejechanych około 80 stopami przez 7 krajów, odwiedzając po drodze 9 rejonów, bulderując, wspinając się z liną i na DWS. Z innych osiągnięć: rozwalenie lustrzanki (stąd brak zdjęć;/), utopiony telefon, upadek na twarz z 6m (Kaja), upadek na twarz/deskę z 6 metrów po nieutrzymanej bani (Gadzic), lot z 16 metra (na 18) na sajcie na 8a+ (Gadzic), i najważniejsze – wciąż jesteśmy razem :)
Specjalne podziękowania dla:

moich sponsorów 5.10 i MJ Sport za pomoc w organizacji wyjazdu i sprzęt, mojej siostry Agnieszki Karpierz za wspomaganie mojego konta, Jonasa ze Szwajcarii za pożyczanie mi dodatkowej pary 5.10 na cały pobyt na Mallorce, Jodły który zaproponował, że wyjedzie po mnie na lotnisko do Barcelony, Teddy’iego za inspirujący wywiad (link), około 80 kierowców którzy nam pomogli dotrzeć do celu i pewnie drugie tyle osób którzy w jakikolwiek inny sposób nam pomogli!
Zobacz również:
- O ludziach i kosmitach czyli Trio wraca ze Szwajcarii
- Wiersz wspinaczkowy o_O
- Ściankowcy – Part I & Part II (Big Wall Project)
- Flesz ‘njuz’ czyli kilka szybkich wiadomości z Polski i Świata
- Speed Extension 9a czyli stara buła nie rdzewieje!
- Alpinus Climbing Summer Cup już w ten weekend!
- Losowe opowieści z linowego frontu czyli part 2/3 Gadzicowych historyjek (dużo zdjęć!)
- Już w najbliższy weekend zmagania na tarnowskim rynku!
- Łukasz Dudek, Egon i inni. Weekend na Bor’ze
- Wyniki i galeria krakowskiej BulderBuły! [updated + film]
| Drukuj artykuł | Ten wpis został napisany przez Gadzic na 3 października 2011 o 00:18, i jest w kategorii Wiadomości, Wspinanie sportowe. Podążaj za odpowiedziami do tego wpisu przez RSS 2.0. Możesz napisać komentarz, lub trackbacka z Twojej własnej strony. |








około 7 miesiące temu
szacun gadula za niezle przejscia na Mallorce. Wstawiles sie w loskota?
około 7 miesiące temu
czytam i obrażam ludzi. To z rozpaczy nad swoją żenującą formą :P
około 7 miesiące temu
niezły stek bzdur
około 7 miesiące temu
Janku, jeśli nie potrafisz wyjść z domu, to nie znaczy, że każdy ma tak nudne życie.
Podczas naszej 2,5 miesięcznej podróży zdarzyło się trzy razy więcej, równie ciekawych, lecz mniej istotnych (i z tego względu nie zamieszczonych w relacji) rzeczy. I każda z nich była jak najbardziej prawdziwa :P
około 7 miesiące temu
I byłoby niezwykle miło, gdybyś uargumentował swoją wypowiedź :]
około 7 miesiące temu
te janek! wspinasz się jeszcze czy tylko czytasz o wspinaniu ? ;)
około 7 miesiące temu
funky funky :D
około 7 miesiące temu
” i najważniejsze – wciąż jesteśmy razem :) ” a ja jestem fanem!! super, mucho suerte y mucho amor, mis amigos! :)