Już w zimie postanowiłem sobie, że tegoroczne wakacje spędzę w nieco odmienny sposób – dlatego dla odmiany  wyjechałem na 2 miechy na wspin, a tego newsa pisze z knajpy na Mascunie - ale od początku…  

Zacząłem od skompletowania prężnej ekipy na tripa. Wiem, że żeby osiągać dobre wyniki potrzebny jest cały sztab specjalistów: logistyk, tragarz, kucharz, masażysta, fotograf, asekurant, motywator. Po dwóch wstępnych selekcjach i jednym castingu udało mi się wybrać zespół i podzielić funkcje. W skład zespołu wchodziłem więc ja czyli Gadzic czyli Adam Karpierz (KS Korona, Five Ten, MJ Sport, Climb.pl) w roli tragarza, oraz moja druga połówka czyli Kaja Marek spełniająca wszystkie inne role.

Kaja - fot.Gadzic / climb.pl

Kaja - fot.Gadzic / climb.pl

Początek naszej tułaczki to szybki zrzut po północy na Dworcu Głównym w Krakowie, gdzie ledwo zdążyliśmy na pociąg  (już chyba tradycyjnie) ostatniej szansy do Wrocławia, skąd miał nas zgarnąć Maciek Czajkowski jadący do Friedrichshafen na targi outdoorowe. Na szczęście udało nam się przejechać przez autostradę wylotową koszykiem z Tesco, ja uciekłem przed jakimś niesympatycznym kierowcą który latał za mną po parkingu z kijem, proponując mi zmianę fryzury i koniec końców po kilku długich godzinach dojechaliśmy do przeuroczo przemoczonych Niemiec.

Z koszykiem przez autostradę - fot.Gadzic / climb.pl

Z koszykiem przez autostradę - fot.Gadzic / climb.pl

Po szybkiej akcji na stoisku Five Ten’a zostaliśmy wyrzuceni przez Maćka przy stacji benzynowej gdzie - Eureka! – odkryliśmy, że w związku z bardzo przyśpieszonym pakowaniem zapomnieliśmy wydrukować mapki dojazdowej do pierwszego celu naszej podróży czyli Magic Wood!

Równie nieoczekiwanie okazało się, że tak świetna miejscówka boulderowa nie istnieje na mapie samochodowej Europy, więc nie mamy pojęcia nawet w którym kierunku powinniśmy zmierzać. Na dodatek „ekipa pomocnicza” która miała czekać na nas w Magikach jakoś od kilku dni nie odbiera telefonu, maila, fejsa ani nawet listów poleconych! Z opresji wybawił nas butcher, który przez telefon dał nam wskazówki znalezione w necie.

Dość szybko zrobiło się ciemno i w związku z niesprzyjającą aurą zostaliśmy zmuszeni do zmieszczenia się do 7 letniego (?!) namiotu Quechua 1 second 1,5 person wraz z wszystkimi naszymi betami (4 plecaki!).

Stop Szwajcaria - fot.Gadzic / climb.pl

Stop Szwajcaria - fot.Gadzic / climb.pl

Kolejny dzień to prężny marsz wciąż w deszczu oraz regularne wydzwanianie do „ekipy pomocniczej”. Jakże miło nam się zrobiło gdy wreszcie po kilku dniach prób udało nam się dodzwonić i dowiedzieć się, że po pierwsze, rozmowy na terenie Szwajcarii są kosmicznie drogie, po drugie, że „sorry”, a po trzecie, że chłopaki są w drodze do Cresciano (którego znów nie ma na mapie?! skandal!). Koniec końców dojechaliśmy, zrzuciliśmy bety pod wiatą i ruszyliśmy z czołówką, w strugach deszczu na oględziny magicznego lasu!

Próby na Octopussie - fot.Kaja Marek / climb.pl

Próby na Octopussie - fot.Kaja Marek / climb.pl

Następnego dnia już byliśmy zupełnie ogarnięci i wraz z dwoma sympatycznymi Rumunami ruszyliśmy zobaczyć czy dwie szmaty wypracowane przez zimę na coś się przekładają:) Rozgrzewka na 6C flashem (oj chyba średnio się przekłada bo ledwo), następnie znalezienie patentu i szybka piłka na The Gift 7C (wyrównanie życiówki – poszło łatwo, czyli easy number albo się przekłada) i wstawki do Octopussy 8A (robię wszystkie ruchy, harde ale jest szansa – przekłada się!) i już na sam koniec przypadkowe spotkanie z ekipą z Jersey, która zachęca do wstawek do Enterprise’a.

Jako, że już schowałem buty, wstawiam się z ciekawości na łapach, a Kadej po kolej wskazuje mi chwyty palcem jak na panelu – nieoczekiwanie dokładam ruch po ruchu, a słysząc podniecenie w jego głosie, postanawiam nie puszczać się chwytów. Na szczycie kamyka okazuje się, że właśnie zrobiłem ‘Enterprise in space’ 7C flashem! (upewnia mnie to w obydwóch wcześniejszych przekonaniach – easy number i zgina się :)

Souvenir 8A/A+ - fot.Kaja Marek / climb.pl

Souvenir 8A/A+ - fot.Kaja Marek / climb.pl

Jest zajebiście! Naprawdę zajebiście…mokro. W związku z tym Kaja namawia mnie na szybką wizytę w pobliskim Chironico, gdzie ma się również udać redaktor zaprzyjaźnionego portalu o tematyce blokowej, który jest na tyle miły, że chce nas nieco oprowadzić i podzielić się z nami swoimi materacami.

Zostawiamy plecaki na przechowanie u świeżo poznanych Austriaków i jak to na Szwajcarię przystało w strugach deszczu ciśniemy stopem w stronę Bellinzony. Niestety na miejscu wciąż pada i co sobie rozkminie jakiś bulder, to zamaka. Dlatego myślimy już o powrocie… ostatecznym ciosem okazuje się wizyta w supermarkecie – cena 20 euro za kilo kurczaka i Kaja, której marzy się ciepło Hiszpanii. Przekonuje mnie to, że czas zbierać manatki. Na pamiątkę po 2 dniowej wizycie w Chironico zostaje kilka wspomnień i ropiejąca dziura na pół palca, której się nabawiłem na swojej nowej życiówce o wiele mówiącej nazwie Souvenira 8A/+.

Wracamy po plecaki i na Octopussy, na którym konsekwentnie nie mogę wymacać krawądki za kantem („…trochę wyżej, o! o! już prawie! trochę w lewo tak 5 cm! jeszcze 2 cm! za wysoko! KUR….!!!!..”). A z miejsca ruch wydawał się taki banalny – w ciągu zatrzymuje mnie jednak jakieś 6 razy. W końcu, po kilku godzinach oblężenia, ledwo stojąc na nogach muszę odpuścić – będzie po co wracać :)

Oczywiście podczas zlewy, udajemy się na drogę w naszym mniemaniu w stronę Rodellar z wyciągniętym w górę kciukiem, ale tu już buldery się kończą, a zaczynie się Part 2 historii…

Souvenir 8A/A+ - fot.Kaja Marek / climb.pl

Souvenir 8A/A+ - fot.Kaja Marek / climb.pl

Cyferki:

* 2 dni w Chironico:

Souvenir 8A/+ fb (rozpracowanie przechwytów i 6 próba z dupy z czego już druga powinna się skończyć na topie ale zleszczyłem – razem jakieś 40 min! Po przejściu, aż sprawdzałem w necie czy dobrze sekwencje robiłem bo dla mnie lajtowe 8A, a nie historyczny problem „Wielkiego Freda”. oryginalny patent z dziurką.)

The Loneliness of a Long Distance Runner 7B+/C fb (syty start a potem slalom między mokrymi drągami-dla obwodnika łatwe, ale mnie podebrało nieco :)

Autopilot 7B+ fb (pierwszy bald na rozgrzewkę chociaż wyglądał na trudny-soft?)

* 3 dni w Magikach:

Piranja 7C/+ fb (1 dzień-dość szybko,piękny i chyba syty, bulder z dosage 3-jak byłem mały to myślałem, że to jakiś kosmos autorstwa Grahama)

The Gift 7C fb (parametryczne ściskanie, najtrudniej wykminić patent, ok 40 min)

Enterprise in Space 7C fb Flash (7A z nogami, 7C na rękach – jakiś bezsens! chociaż w sumie to ja się nie znam… mega lajtowe)

Był to mój pierwszy wyjazd na bouldery za granicą, a głównie mam porównanie do boulderów w Zimnym albo w Ali Babie :)

z Hiszpanii, Adam ‘Gadzic’ Karpierz 

Brak powiązanych wiadomości