fot.Michał Janik


W Taju jest wszystko z „jajem”, surowym jajem. Normalnie nie pojesz. Przynajmniej ja nie pojadłem… Naczytałem się o tym wypasionym mega rejonie na portalach wspinaczkowych i gazetach. Szybka konsultacja z żoną i napieramy….

Lot nie straszny, choć troszkę dłuższy niż do Hiszpana. Jakieś 15 godzin z przesiadką w Paryżu i lądujemy w Bangkoku. Stolica powala na kolana. Infrastruktury tylko pozazdrościć. Na ulicach kupisz wszystko – dosłownie. Raj dla Angoli szukających „prawdziwej” miłości w objęciach nastolatek lub nastolatków. Są też plusy: dużo tanich, egzotycznych owoców.

Najlepsza plaża w okolicy - fot.Michał Janik

Ze stolicy bierzemy autobus i po około 11 godzinach docieramy w okolice Ton Sai, raju obiecanego. Zastanawiałem się jak najlepiej oddać w paru słowach klimat wspinania w Tajlandii. To nie jest takie proste. Tajowie potrafią się wypromować, przyznaję. To są ludzie którzy zrobią z niczego „coś”. Wszystkim moi poprzednikom tzn. tym którzy tam byli, po prostu było głupio się przyznać, że wydali dużo siana i zmarnowali czas. Ja powiem wprost: chcesz się wspinać? To omijaj Taj szerokim łukiem. Nie polecam. Może to czytacie i myślicie sobie: „…. kurcze ale maruda..” lecz fakty są takie: drogi przeważnie krótkie, wyślizgane. Temperatura i wilgotność (choć byłem w najzimniejszym miesiącu) ciężka do zniesienia.

Z punktu widokowego - fot.Michał Janik

Na szczęście byłem w podróży poślubnej więc było co robić…

PS. Plaże też nie powalały (patrz zdjęcie)

Wypasiona plaża TON SAi... - fot.Michał Janik

Na prośbę żony dodam kilka pikantnych szczegółów…

Pierwszy to Ayutthaya, dawna stolica Tajlandii. Robi wrażenie, przyznaję…głównie na folderach reklamowych. W rzeczywistości to sterta porozrzucanych cegieł z zwierzyńcem w środku (kury, konie, psy i słonie na łańcuchu to norma).

Tajski standard - fot.Michał Janik

Drugi to błękitna laguna w bezpośredniej okolicy Ton Sai: należy omijać szerokim łukiem. Idziesz w błocie jakieś 15min pod górę, poźniej III-kowy teren, również w błocie po poręczówkach i dochodzisz do cuchnącego bajora.

Oaza spokoju - fot.Michał Janik

Brak powiązanych wiadomości