Dla wielu wspinaczy/alpinistów/himalaistów pierwsze kroki Martyny w temacie wypraw himalajskich były zaskoczeniem i dużo osób z nieukrywanym zdziwieniem patrzyło na te osiągnięcia przez pryzmat medialnego show (Mount Everest). Jednakże kolejne szczyty zdobywane przez Martynę dowiodły jej determinacji i zapracowanej przynależności do grona wybitnych himalaistów….Jest drugą Polką, po Annie Czerwińskiej, której udało się to osiągnąć. Wprawdzie Urszula Tokarska zdobyła też Koronę Ziemi ale w łatwiejszej wersji, wg tzw. listy Richarda Dicka Bassa. Oznacza to, że zdobyła i uznała za najwyższy szczyt Australii i Oceanii Górę Kościuszki (2228m). Tak czy inaczej, trzy Polki zdobyły Koronę Ziemi.

Carstensz Piramid to najtrudniejszy technicznie szczyt ze wszystkich gór należących do ,,Korony Ziemi”. Droga normalna, wytyczona przez pierwszego zdobywcę szczytu Heinricha Harrera w 1962 roku, ma trudności III-IV a uskoki na grani osiągają V.

Widok z góry na szczyt Carstensz Pyramid źródło aai.cc

Nazwa szczytu
Wysokość
Kontynent
Data
1. Kilimandżaro 5895 Afryka 26.02.2003
2 Aconcagua 6962 Ameryka Płd 11.02.2006
3 Mt. Everest 8848 Azja 18.05.2006
4 Mount McKinley 6194 Ameryka Pn. 11.06.2007
5 Elbrus 5642 Europa 29.08.2007
6 Masyw Winsona 4897 Antarktyda 02.01.2009
7 Carstensz Pyramid 4884
Australia i Oceania
20.01.2010

Poniżej wycinek z dziennika wyprawy, całość dostępna na martynawojciechowska.pl:

fot: himountain.pl

22 stycznia 2010 – MARTYNA NA SZCZYCIE PIRAMIDY CARSTENSZ!!

—————————–

Początkowo mieliśmy trochę pod górę… dosłownie i w przenośni :-) Problem z wylotem z Nabire, lokalna ludność groziła, że zablokuje helikopter, więc musieliśmy przekraść się o 5 rano na pokład, ale na szczęście udało nam się wystartować. Potem z kolei negocjowaliśmy nadbagaż… W kółko coś. W końcu, z jednym międzylądowaniem dotarliśmy do bazy pod Piramidą Carstensz. Jak tylko wysiedliśmy z helikoptera, Robert rzucił, że właściwie to będziemy się od razu aklimatyzować i możemy wyruszać na szczyt. Powiem szczerze, że byłam sceptycznie nastawiona do tego pomysłu… Ludzie zwykle wychodzą na atak szczytowy o 3 nad ranem. Ale ruszyliśmy…

Do tyrolki wszystko szło nadzwyczaj dobrze. Właściwie to założyliśmy, że będziemy się aklimatyzować i jeżeli wszystko pójdzie dobrze poważnie rozważymy atak. Ja jednak rozważałam go trochę mnie poważnie niż Robert, przynajmniej na tamtą chwilę… Pogoda była niesamowita – mieliśmy wszystko: słońce, chmury, mgłę, deszcz, śnieg… Byliśmy sami, bez guida. Wydawało się, że za tyrolką to już blisko, ale okazało się, że wcale nie. Dopadł mnie kryzys, byłam wściekła, właściwie to miałam ochotę położyć się i umrzeć. Mówiłam, że nie wejdę, że nie mam siły. Przejścia rzeczywiście nie należą do przyjemnych. Poza samą tyrolką jest kilka przepaści. Wygląda to tak, że między jedną, a drugą skałą jest przerwa, 100 metrów w dół i aby przedostać się na drugą stronę trzeba przeskoczyć z jednej na drugą… Ot tak, zrobić krok. Wymaga to dużej odporności psychicznej… Ale jak to po każdej burzy – przychodzi słońce. Gdy tylko zobaczyłam szczyt, dostałam skrzydeł. Adrenalina była niesamowita. Prawie tam wbiegłam, popłakałam się jak szalona. Droga zajęła nam 5 godzin, oficjalnie stanęłam na szczycie Piramidy Carstensz o godz. 14:30 czasu lokalnego, czyli 6:30 AM czasu polskiego. Cała droga z namiotu i z powrotem niecałe 10 godzin, bez aklimatyzacji. Chcieliśmy zdążyć przed chorobą wysokościową, która na pewno by nas dopadła, stąd tak szybka decyzja o atakowaniu szczytu.

Niepodważalnie był to jeden z najlepszych dni w moim życiu! Rewelacyjna wspinaczka, wyjątkowo dobra forma (poza półgodzinnym kryzysem :-)). Mimo że nie jadłam już 24 godziny i prawie nie piłam – jestem w super formie. To zdecydowanie jedna z najlepszych Gór! Gdyby teraz ktoś zapytał mnie, co czuje osoba, która stanęła na ostatnim szczycie w Koronie Ziemi odpowiedziałabym, że… jest głodna i chce jej się pić :-)) Najwyraźniej w najważniejszych chwilach wszystko sprowadza się do najprostszych rzeczy :-) Dziękuję, że byliście ze mną!

————————–

Wiadomo, trzeba się trochę sprzedać, żeby trochę pojeździć, w tych czasach bez sponsora takie wyprawy nie mają miejsca. Warto tutaj wspomnieć przy okazji o programie Kobieta na Krańcu Świata – jeden z lepszych programów podróżniczych oczywiście zaraz po Boso przez Świat – Cejrowskiego.

źródła: wspinanie.pl, himountain.pl, martynawojciechowska.pl

Brak powiązanych wiadomości