„(…) W Wietnamie było zawsze gdzie iść. I zawsze coś do roboty. Pewnego dnia zaczęło padać i nie przestało przez 4 miesiące. Doświadczyliśmy każdego możliwego rodzaju deszczu. Były małe kapuśniaczki i wielkie ulewy. Deszcz zacinający z boku i taki, co padał jakby z dołu w górę. Kurczę, lało nawet w nocy….” Forrest GumpNam na szczęście się udało, ktoś zakręcił kurek na jeden dzień co pozwoliło na rozegranie I Memoriału Andrzeja Skwirczyńskiego. Pierwsze wątpliwości rozwiała odprawa numer 1 o 9:30. Pojawiło się ponad 20 zespołów – hurra! Uczestników na pewno będzie więcej niż organizatorów. W sumie do 12:30 zgłasza się 36 zespołów 2 osobowych. Jak na warunki pogodowe i przenoszenie terminu imprezy liczba uczestników w pełni nas satysfakcjonuje.

A zawodnicy? Parafrazując Forresta: „W Kobyle było zawsze gdzie iść…” dlatego niedługo mamy z nimi kontakt. Rozpierzchli się po całej dolinie. Spacerem, biegiem, na rowerze, ktoś nawet ułatwiał sobie zadanie samochodem! Z późniejszych relacji można było usłyszeć: „Fajna formuła, a kolejki pod drogami dodawały kolorytu i zabawa była przednia” lub „Gdzie są te Gzylowe, godzinę straciliśmy próbując je znaleźć”. Widać topo i mapka jaką otrzymał każdy zespół nie wystarczyła!

My w międzyczasie przygotowujemy drewno na ognisko, przyjeżdża zespół gastronomiczny z „Papą Smerfem” na czele. Jednym słowem gotujemy gulasz dla uczestników.

Od 16:30 na mecie pojawiają się pierwsze zespoły, ale dopiero ostatnie 5 minut zawodów to dla większości zespołów morderczy finisz. Zawodnicy zbiegają się ze wszystkich stron, dzielą się wrażeniami, chwalą obrażeniami. Pora na podsumowanie przy ognisku i gulaszu.

Na mecie pojawiło się 34 z 36 zespołów, a wyniki mówią same za siebie. Nikt nie osiągnął maksymalnego wyniku za zrobienie wszystkich dróg – 624 punkty ;-)

fot: Jakub Gałka

W kategorii mężczyzn rywalizacja była bardzo wyrównana, a podium wyglądało następująco:

Miejsce 1. Bartłomiej Białas, Grzegorz Rettinger – 272 punkty.

Miejsce 2. Adam Kopta, Tomasz Poznański – 265 punktów.

Miejsce 3. Maciej Chmielecki, Damian Granowski – 264 punkty.

Warto dodać, że przy tej punktacji zamiana miejsc na podium mogła nastąpić gdyby 2 lub 3 zespół pokonał jeszcze jedną najłatwiejszą drogę!

W pozostałych kategoriach różnice pomiędzy zespołami były już większe.

W kategorii kobiet:

Miejsce 1. Anna Kwiecińska, Beata Żbikowska – 229 punktów.

Miejsce 2. Anna Górka, Joanna Zając – 139 punktów.

Miejsce 3. Katarzyna Kowalska, Monika Wałaszek – 53 punkty.

W kategorii zespołów mieszanych:

Miejsce 1. Anna Dara, Jakub Kwieciński – 200 punktów.

Miejsce 2. Magdalena Imielska, Jan Mondzelewski – 127 punktów.

Miejsce 3. Edyta Piotrowska, Artur Pędziwilk – 119 punktów.

Ponadto rozdano nagrody dodatkowe za:

Wielki wkład w tworzeniu nowych dróg razem z Andrzejem Skwirzyńskim: Anna Fischer i Piotr Petelenz.

Wolę walki w konkurencji Kobiet i za zajęcie 4 miejsca dla jedynego zespołu kobiecego poza podium: Dorota Wiecheć i Katarzyna Pomykała.

Najlepszą wydajność wśród zespołów, które przyłączyły się do zawodów od 10:30 i później – średni czas na drogę 16 min. 30 sek.: Grzegorz Pałka i Piotr Rożek.

Za najmniej uczęszczaną drogę Sosnowa Ballada VI.1: Krzysztof Kucharczyk i Karcz Gładysz.

Nagroda specjalna – zaszczyt poprowadzenia 33 metrowej drogi (dawnego projektu Andrzeja, odczyszczonego i obitego społecznie przez członków KW Kraków) przypadł zespołowi Bartłomiej Białas, Grzegorz Rettinger. Zwycięzcy oddali jednak tę przyjemność w ręce zespołów, które zajęły pierwsze miejsce w kategorii kobiecej i mieszanej.

W imieniu organizatorów dziękuję wszystkim uczestnikom za udział w zawodach, a sponsorom za wsparcie imprezy

Do zobaczenia na kolejnym Memoriale!

Paweł Ćwiąkała

Pełna lista wyników oraz galerie zdjęć znajdują się na stronie Memoriału Andrzeja Skwirczyńskiego: http://www.kw.krakow.pl/memorial/

Pozostaje pytanie co z II Memoriałem Piotra Dawidowicza w Brzoskwince? Jeśli mieliśmy jakiś pogodowe wątpliwości, co do ostatniej niedzieli, to burza, która rozszalała się nad Brzoskwinką około godziny 13.30 nie dała nam możliwości dylematu, że „jednak może warto było zaryzykować”. W sobotę przynajmniej kładka wróciła na swoje miejsce…

Prognoza na ten tydzień też nie daje nam żadnych szans. Dolina nie wyschnie w jedyny zapowiadany bez deszczu dzień. Jeśli mamy się wspinać bezciśnieniowo, to potrzebujemy do dyspozycji całą dolinę, a nie tylko pojedyncze drogi. Wiem, że to już nudne ciągle przekładać imprezę, ale co nam pozostaje? Przyjedziecie do błota – rozpalimy ognisko, każdy zrobi po jednej drodze i to na mokro? Nie ma to sensu.

Dlatego następny termin BMW 2.1 i II Memoriału Piotra Dawidowicza w Dolinie Brzoskwinki to sobota 12 czerwca.

Może tym razem ktoś zakręci kurek na dłużej…

Jacek Trzemżalski

Brak powiązanych wiadomości