Na to się czeka cały rok. Nie znajdzie się tego nigdzie. Chłód w pełnym słońcu, codzienne kąpiele, zgrana paczka i mnóstwo ‘westowego wspinu’ -> Ceuse w czerwcu to chyba najlepsze miejsce do wspinu na ziemi…gdyby nie to godzinne podejście, które nawet największym twardzielom, daje się we znaki…

Najpiękniejszy hotel we Francji? Oczywiście Face de Rat!
z pięciogwiazdkową panoramą… tfuu tfuu miliardem gwiazd nad naszymi głowami i poranną kawką i śniadaniami serwowanymi do łóżka.

Przez pierwsze dni czaimy się, wspinamy głównie na “kaskadach”. Klamy, duże wysięgi, przewieszenie, to jest to co nas kręci. Zaprzyjaźniamy się z Ceuse od jego najłagodniejszej strony. Jednak szybko przenosimy się w inne sektory, gdzie wspinanie stawia nas do pionu. Dwójki, krawądki rodem z Frankenjury uzmysławiają nam, że nie przyjechaliśmy do krainy łatwej cyfry, jeśli nie masz mocnego szpona to zawijaj ogon i zmiataj do domu. O czym przekonałem się po powrocie – jeszcze przez tydzień bolały mnie paluchy.

Każdy z nas ‘pracuje’ w innym sektorze, także codzienne wędrówki przez sektory szybko staje się rytuałem. Znajomy fotografik pozdrawia nas przyjaznym Salut! on siedzi tu do 19 – czaka na wylęg ptaków i codziennie podchodzi do góry z plecakiem.

Bogdan mierzy się z samym szatanem. Voiland Illusion – przechrzczona przez nas na “Volanda” wciąż przecina mu skórę i gryzie do krwi po paluchach; na co Bogdan ze stoickim spokojem i uśmiechem na twarzy dodaje- “jeszcze tylko 2 tyg. i będę próbował pierwszych wstawek z dołem… :)”

PEŁNA GALERIA Z 2010 TUTAJ

Galeria z 2009 dla zainteresowanych

Łukasz przeklina ‘urodę’ bouldera startowego na Chronik… potem już tylko przepiękne 8a+. Zastanawiamy się dlaczego autor nie mógł wykuć lepszych dziur i zrobić przyjemne i przepiękne 8a+. “A mówią, że wspinanie na Weście nie jest bolesne“- dodaje pod nosem ‘Duder’ po kolejnej próbie, na której znów udało się nie pourywać paluchów:) To miało być moje pierwsze 8c – wspomina…

butcher także wraca do zaległości zeszłorocznych: Super Mickey 7b pada szybko, teraz pora na prostowanie za 7c – Hyper Mickey. Szacun za patenty iście katolickie i przytrzymanie na piciokach.

Wieczory płyną idyllicznie. Smakujemy win z lokalnych piwniczek, stawiając przede wszystkim na objętość:) Dni restowe to rozgrywki z cyklu  ‘zośka masters’ i zakupy, zakupy, zakupy – szczury supermarketu to my :P.  Wygłodniali opróżniamy gwałtownie  zawartość półek sklepowych. Koszyk pełny,  teraz obieramy kurs na muzeum decatlonu, albo do parku, żeby zjeść wymarzoną bagietkę z mozarellą, padliną (czyt. mięsem) i pomidorkiem – mniami:)

Dobrze, że to cholerne podejście wypada wieczorem, a nie w pełnym słońcu. Wchodząc do góry zgarniamy wszystkie muchy po drodze, które latając wokół głowy tworzą coś na kształt aureoli, nie wyglądamy raczej na świętoszków bo ludzie schodzący z góry patrzą na nas z obrzydzeniem.

Rano każdy zna już ten rytułał: 1 – kawka,  2- śniadanko,  3- kawka, 4-potem jeszcze kawka uderzeniowa, i uderzamy… wziąć prysznic :D robota nie zając… mówią.

Niby coś zaczyna się klarować u każdego, palce trzymają się chwytów, ale do pierwszych prób jeszcze daleko. Tylko ‘duder’ poprzysięga zemstę na Chronik… “nie wyjadę póki nie zrobię” – trochę na odlotach, trochę go wytrzęsło, ale przecież nie o to chodzi, ważne się dał radę się jakoś przez ten boulder prześlizgnąć i wytrzymać do końca – La Chronique de la Haine Ordinaire 8c RP odchaczone…

Face de Rat 8a+, wciąż mnie zrzuca. Składam jej pojedyncze wizyty każdego dnia, optymalizuje patenty , wymianki kcióków, nowe stopnie, w momencie kiedy robię, górny boulder , przestaje być boulderem i wydaje się być łatwą wytrzymałościową kóńcówką – do kapowniczka trafia z pięcioma gwiazdkami w opisie ;]

Bogdan napiera na Volanda, próba wcześniej wyglądał jak by już zrobił. Znowu zrzuca go trickowy strzał. butcher przeszedł boulder , źle postawił nogę… W duchu zaliczamy mu już tą drogę,  ale on sobie nie. Po reście zrobię chłopaki na pewno – wzdycha, że nie tym razem. Duder zaprzyjaźnia się z chwytami na Biografii 8c+.

“Historyczna droga, chyba tylko dlatego się po niej wspinam, bo piękna to ona nie jest, taka frankendziura,  spadające płytkie dziurki na pierwszego palika – wole robić w ‘ciepłownictwie’ ” (przyp. kaloryfery -  hiszpania i formy naciekowe:)

Patrzymy na młodego Enzo Oddo jak śmiga feralny pasażyk  -  ma chłopak szpona, ale on jest leciutki. I wtedy przypomina mi się maksyma dzierżoniowska, -  na franken wystarczy być chudym - w Ceuse też, dodaj w myślach.

W momencie pisania tej relacji, wciąż bolą mnie palce, ale nie od stukania w klawiaturę.  Trzeba będzie tam wrócić, hotel, widoki, góry dookoła i naleśniki Bogdana na śniadanie. Dla takich chwil warto tyć. Do zobaczenia za rok o stałej porze :)

ps. w drodze do domu zahaczamy jeszcze o mos we Freiburgu (CH) wspinanie tam jest po plastiku, ale nie znam drugiego takiego miejsca gdzie po zrobieniu drogi trzeba skoczyć w 40 m lufę przyklepując przed tym dzwon, do którego właśnie skoczyłeś prosto w przepaść, albo tak jak miejscowi robisz podwójne salto w tył. Stwierdziliśmy ze te 3h na moście były naszym najfajniejszym dniem wspinaczkowym z całego wyjazdu do Ceuse. Przyjemnie było odpaść po zbułowaniu na beton kaczki, a nie z powodu nietrzymania małych picioków…

Skromy wykaz przejść:

Łukasz ‘duder’ Dudek

La Chronique de la Haine Ordinaire 8c RP
Rosanna 8a RP

butcher:

Hyper Mickey 7c RP
Super Mickey 7b RP
2 x 7a+

Jaca:

Face de Rat 8a+ RP

Bogdan Rokosz:

wiele godzin na Voiland Illusion 8b

i pewnie setene rozgrzewkowe przejście Pieds Nus Sous Les Rodhodendrons 7c+

Brak powiązanych wiadomości