Zawodnicy Black Diamond’a - Sonnie Trotter i Alex Honnold bez problemów potrafią wciągnąć 5.13-stki – to raczej nie podlega wątpliwości. Ale przejść 28 wyciągów w Meksyku w jeden dzień? To już wyzwanie nawet dla nich! Ale jak to z każdą dobrą przygodą – wyzwania nie ujawniają się dopóki wyprawa nie rozpocznie się na dobre – samo znalezienie tej ściany okazało się trudnością samą w sobie, a kruche chwyty na drodze zniwelowały skutecznie próbę OS. Zarys drogi, który znaleźli pod ścianą skłonił by większość ludzi szybkiego do odwrotu!

Ale duet nie skapitulował i powrócił z fantastyczną opowieścią Sonnie Trotter’a. Zdjęcia Andrew Burr, który miał za zadanie dokumentować całą wyprawę.

“High Times” w Meksyku

O 3.30 rano, gdzieś głęboko w chaotycznych kanionach Meksykańskiego Parku Narodowego Basaseachi nasza trójka skradała się zgarbiona po kamienistym zboczu w blasku pełni księżyca. Każdy krok musiał być dokładny, oddech zupełnie cichy. Dlaczego? Poniżej nas około 50 metrów w dół paliło się ognisko, przy którym obozowała “opieka”, strzegąca ukrytej plantacji u podstawy ściany…

Jeszcze tydzień temu siedziałem z laptopem na kolanach w Squamish BC, wymieniając korespondencję z moimi aktualnymi towarzyszami – Alexem Honnoldem i Andrew Burr’em, własnie na temat czy będziemy/powinniśmy/możemy zapuszczać się tutaj – w krainę bezprawia w serce Meksykańskiego narko biznesu. Każdy racjonalny i praktyczny powód mówił nam, że nie powinniśmy tu jechać, nie powinno nas tu być teraz.

Cicho skradaliśmy się dalej przez dżunglę, spojrzałem na lewo i zobaczyłem jasną, olbrzymią ścianę El Gigante spoglądającą na mnie z góry – całe 2700 stóp (822 m) i myśl o zawróceniu do domu wydawała się pusta i niekompletna.

To będzie drugie podejście do Logical Progression, 28-wyciągów za 5.13a. Droga uważana jest za najdłuższą sportową wspinaczkę świata. Pierwsza nasza próba została zahamowana przez połączenie technicznego wspinania na wulkanicznej tufie i kilku urwanych chwytach zmuszając nas do biwaku w ścianie na końcu 18 wyciągu – “Critter Ledge”. Próbę dokończyliśmy dnia następnego. Alex i ja oryginalnie planowaliśmy klasyczne uderzenie  - cała ściana w jeden dzień, po prawie 30 godzinach jazdy z Las Vegas cokolwiek mniej było by nie do zaakceptowania ;] Z zamkniętymi jadaczkami i napiętej atmosferze przedzieraliśmy się przez ciemność.

Po dotarciu pod ścianę używaliśmy czołówek tylko do wyciągniecia naszego szpeju. Jak już zamagnezjowałem i poprawiłem buty, Alex wyszeptał mi przez ramię “Jak dotrzesz do stanowiska to nie krzycz w dól…pociągnij tylko linę do góry a ja po 30 sekundach zacznę się wspinać…przy odrobinie szczęścia uda się urobić kilka wyciągów zanim nas zauważą.” Andrew Burr był naszym wsparciem i fotografem (jego energia i motywacja razem z naszą razem pozwoliły osiągnąć sukces!) i nosicą ;] Zabrał nasze plecaki, buty, ubrania i musiał je zabrać góry aby tam się z nami spotkać – mniej więcej –  w przewidzianym czasie 18 godzin od startu. Oznaczało to również dla Andrew samotny marsz w ciemnościach z powrotem ponad narko polami i strażnikami…(Anderw schodził, żeby drogą wejściową z drugiej strony uderzyć na szczyt)

Przybiłem najlepszą “piątkę” Burr’owi zanim uciekł w ciemność nocy, odwróciłem sie do ściany, wziąłem głęboki oddech świeżego porannego powietrza i oderwałem nogi od ziemi…

Sonnie Trotter i Alex Honnold osiągneli szczyt El Gigante w 15 godzin, każdy wyciąg RP – jest to pierwsze przejście klasyczne bez przerwy i pierwsze przejście jednodniowe Logical Progression (V 5.13a)

źródło:www.blackdiamondequipment.com; tłumaczenie Mariusz ‘butcher’ Majer, opowiadanie Sonny Trotter


Brak powiązanych wiadomości