Pogoda jest dzisiaj rewelacyjna - 3 śmigłowce w akcji i absolutnie wszyscy ludzie w górach. Akcja jest prowadzona na największa skalę. Wcześniej znalezione ciało Manfreda zostało dzisiaj zwiezione na dół.Grupa pochodzi z dolnego śląska – mają spore doświadczenie Alpejskie, wejścia na Grosglocknera, Kleinglocknera, Mont Blanc (4810m n.p.m.) , Elbrus (5642m n.p.m.) i próby wejścia na Matterhorn (4478 m n.p.m.) Byli dobrze wyposażeni.

Po lewej Manfred T. wraz z synem – Adamem T.

tvp.info – informacje z wczoraj najbardziej zbliżone do faktów poniżej:

Po kilkugodzinnej uciążliwej wspinaczce pierwsza grupa ratowników dotarła do schroniska Adlersruhe na wysokości 2800 metrów. Peter Landstatter – szef tyrolskich ratowników oczekiwał, że druga grupa zostanie przetransportowana śmigłowcem na szczyt, ale pogoda ponownie pokrzyżowała szyki Austriakom. Śmigłowiec odbył jedynie dwa loty rozpoznawcze, ale pilot nie zauważył śladów zaginionych.

Na wieczornej konferencji prasowej w Kals Peter Landstatter, któremu zarzucono opieszałość w prowadzeniu akcji ratunkowej, powiedział, że „na lodowcu panują skrajnie ekstremalne warunki. W tym czasie i na tej wysokości nikt nie może już zginąć. To jest stąpanie po cienkim lodzie”.

Ponieważ ok. godz. 18 w rejonie Kleinglocknera pogoda znacznie się poprawiła i spadła prędkość wiatru, we wtorek wieczorem śmigłowiec przetransportuje do doliny zwłoki 52-letniego polskiego alpinisty Manfreda T.

Szanse na uratowanie dwóch zaginionych alpinistów maleją z godziny na godzinę. Ratownicy nie tracą jednak nadziei. Zabrali ze sobą kamery termiczne. Będą również „namierzać” telefon komórkowy jednego z zaginionych. Z tego telefonu 24-letni alpinista Jędrzej C., poinformował SMS-em swoją matkę, że złamał stopę i że „źle” mu się wiedzie. Potem kontakt się urwał, ale komórka nadal działa, choć nikt jej nie odbiera.

Wyszli w góry w sobotę

53-letni Polak Manfred T., wraz z synami: 21-letnim Adamem i 25-letnim Janem oraz przyjaciółmi: 22-letnim Michałem S. i 24-letnim Jędrzejem C. wyruszyli w sobotę rano trasą przez schronisko Stuedlhuette (2801 m) na Grossglockner, mimo że prognozy pogody nie były korzystne.

Alpiniści podzielili się na dwa zespoły: trzy- i dwuosobowy. Syn Manfreda Adam T. i Michał S. osiągnęli szczyt, natomiast drugi zespół popadł zapewne w tarapaty. Cała piątka miała spotkać się w niedzielę w podszczytowym schronisku na Adlersruhe (3454 m), ale dwaj młodzi Polacy nie doczekali się swych towarzyszy i zaalarmowali pogotowie górskie

Znaleziono jedno ciało

W niedzielę, w rejonie szczytu Kleinglockner (3770 m), stanowiącego przedwierzchołek Grossglocknera, znaleziono zwłoki Manfreda T., który prawdopodobnie zamarzł. Był przy trzecim z wysokich na metr słupów, używanych przez alpinistów do ubezpieczania się. 40-metrowa lina prowadziła stamtąd w kierunku doliny.

Niewykluczone, że drugi z dwójki poszukiwanych 25-letni syn zmarłego Jan T. próbował schodzić z lodowca, aby wezwać pomoc. Na razie nie natrafiono na żaden ślad po nim.

źródło: tvp.info plus info własne

Brak powiązanych wiadomości