cavalieri-jedi-7afb-mediumWalczyłem w kraju, naszej ukochanej Ojczyźnie, do czasu. Egzotyki mi się zachciało i pognałem z ukochaną w świat. Kierunek Genua. Co za miasto – pierwszy raz coś takiego widziałem, polecam w szczególnie parkingi w centrum, podziemne potwory!

W przeciągu tygodnie zrobiliśmy rundę 3500km. Na pierwszy ogień poszło Varazze: mekka stalowego szpona, niejakiego samego błogosławionego Cristiana Cora. Skała egzotyczna, nie ma co. Nigdy wcześniej nie miałem się okazji wspinać w serpentynitach, metabazytach i metagabrze, generalnie rzecz ujmując metamorfik….

Okolica piękna, jest las, rzeczki, bajora, no i może jakieś 15 min by car od rejonu.

Po pierwszym dniu i szybkiej akcji na ładnej Il supremo 7cFb pomyślałem sobie: oj będzie się działo!!! Nic bardziej mylnego, faktycznie działo się, ale na plaży. Temperatura podbiła pod 30 stopni w cieniu i kaplica przyjacielu. Nie wiem jak WY ale ja osobiście miałem duży problem z wysiedzeniem w słońcu kilka dni z rzędu – patrz poparzenia na nogach i klatce.

Sprawa jest jasna: trzeba zmienić rejon: a zaraz za Milanem ukrywa się Val di Mello. Okolica przeurocza, mnie osobiście powaliła pięknem i latałem taki poparzony od balda do balda bijąc brava. Baldy piękne a i skała przyjemna: granit, no może miejscami troszkę z grubszym ziarnem wpadającym w klimaty pegmatytu. Szkoda zostało nam kilka godzin, zładowałem się na maksa. Przystawki klasy światowej, polecam.

A później już tylko odwrót. Droga przeleciała. Rano nasz bolid dojechał do Kudowy, więc jak tu nie zawitać na Bor. Uczucia mieszane: w głowie kotłuje się z braku snu, skóry stan zerowy (czwarty dzień ładowania) ale co tam, nie mogę przepuścić takiej okazji. A do tego wszystkiego moja żona dolewa oliwy: po co tam idziemy, wiem jak to się skończy, nic nie zrobisz, to przecież czwarty dzień. Ciśnienie skoczyło.

Walę pod tę górę jak opętany i o dziwo przy super normalnej temperaturze 14 st. Wciągam cudny bal o boskiej nazwie: Paseraci Drog 7c/c+, a jakby tego było mało Czesi pokazują mi nową przystawkę. Ja myśląc, że to 6c walczę na maksa ale nie puszcza, ledwo tyłek podniosłem. Tam gdzie oni spadali przemknąłem jak burza i po pół godzinie cieszyłem się, baldzik był mój (a i wycena uległa sprostowaniu 7c) hahhah.

Egzotyki mi się chce wciąż, więc pora uderzyć do Szwajcu.

Pozdro. Michał Janik

Brak powiązanych wiadomości