IMG_4440Kolejny dzień krzonie, pod ścianą,utknęliśmy na końcu świata, padł akumulator. ..

-Daj blok! Dół !
Zjeżdżam ze ściany. No teraz to znam sekwencje.
-Idziesz ‘Johny’? Ja ja już dzisiaj powspinałem.
-Ja też! – w zasadzie każdy próbował trzy razy. Jak na ogólną liczbę wspinek w ciągu dnia 6-8 to dość mało. Zwijam bety i do samochodu…

Patrze na Łukasza, idzie obok ze zgarbionymi plecami, moje nie wyglądają lepiej. W ręce worek z liną wlecze się prawie po ziemi. Milczenie. Idziemy. Zapuszczam żurawia. Nie odwracając głowy, żeby nie było widać, że mnie pogięło.
- Jak tam Jaca?
Pękam – Stary, plecy mnie tak bolą jak by mnie ktoś kijem obił!
-Ja też! – ufff, nie tylko ja się tak czuje – Wspin tu jest MEGA SIŁOWY -widzę te DUŻE litery – czuję się jak górnik po szychcie, tu nie ma ‘lightu’, wspin jak w Viśni.
-Niech mi ktoś powie, że Hiszpania to “kraina łatwej cyfry’! Ja p…

IMG_4488

***

IMG_4406-Co na kolację? Jajecznica?
-Daj spokój! Najpierw aminokwasy!
-Cztery.
-Po takiej szychcie to sześć !
-No, żeby nam ‘kalafiory’ zamiast pleców urosły! ;]
Michał w to nei wbija, on tylko naturalnie – gotowane warzywka. ;]

***

8:30
-E-eee..
-M-mmm?- Słońce jeszcze nie wstało. Wyglądam kontrolnie z namiotu. Śpiwór Michała obrósł białym meszkiem – szron.
-E, nic.!

***

Koło 10 wykluwam się ze śpiwora. Chmurek na niebie brak jak co dzień – lampa pełną gębą, ale grzeje dość nieśmiało. Wbijam w puchówkę i co jakiś czas zrzucam kolejne warstwy, żeby koło 14-stej zacząć robić się na heban.

Śniadanko, potem kawka, tranqillo, kupka, tranqillo. Michał już nie może usiedzieć na miejscu – nie ma się co śpieszyć skała nie zając…

Po atletycznej rozgrzewce na lokalnym klasyku, czuję, że świeżości zostało mi na jedną porządną wstawkę – kontrolną. Dzień wspinaczkowy i tak wszyscy kończymy na 3-ech próbach tylko Michał nie daje z wygraną zaliczając 6 prób, 3 rozwalone palce do krwi i ‘tejpowanie’ tych szram.

Po raz kolejny. Idziemy. Milczymy. Bet ciąży. Plecy zgięte w pół. Dobrze, że do samochodu jest tylko 150m. Cisza.
-Plecy mam tak obolałe jak bym 4 tony węgla przerzucił!
-Ja mam pokwaszone plecy, siniaki na kolanie od no-handa i sprute kaczki!
-Ja mam nawet zakwasy na dupie.
-Wyceny to tu nie są ‘lightowe’ jak w Arco.
-To co , sześć ?
- Dawaj te sześć i do tego jajca.

***

Wykluwamy się z namiotu wraz promieniami słońca. Czeka nas pracowity dzień – rest day !;] Lista obowiązków długa jak na 2 dni a my mamy tylko jeden. ;)
Naleśniki, z dżemem, kawka, z mlekiem, potem wiadomo co, w krzonie, umyć się- spod skrzydła daje kwasem, wypucować, ogolić – odpodobnić od małpy,wzośkę pograć, pobawić z psem sąsiadów, zakupy zrobić, internet, obiad,przenosiny do nowego rejonu… i tu się urawa historia, bo nagle atakuje nas prosto z powietrza COŚ. Nie wiadomo co! Łukasz charszy jak by miał płuca wypluć, Michał łzawi i smarka. Ja mam polewkę. Chłopakom nie odpuszcza. Może cos pyli w powietrzu, ale tak nagle w biały dzień? Mi nic nie jest. Chłopaki wyglądają jakby mieli za chwile się udusić i trafić na ostry dyżur! Nie wiemy co ale sp… nogi z pas i … w samochód… no to skończyliśmy na nowego rejony , poczytać książkę, umyć zęby i spać. Spać.

IMG_4442

***
Śniadanko, kawka, tranqillo, krzon, tranqillo, heban, książeczka, tranqillo…
Michał – Nie myślałem, że tak profesjonalnie można podchodzić do wspinu. :P
Lukasz – Na wypracowanie tak profesjonalnego podejścia do wspinu potrzebowałem 8 lat treningu!

Brak powiązanych wiadomości