Chłopaki ładują na panelu. Z powodu kontuzji już nawet nie pamiętam jak to jest dotykać plastykowych powierzchni chwytów. Łagodna zima przedłuża się w nieskończoność kryjąc się za kolejnymi firankami deszczu.

Nie ma co czekać! Jedziemy szukać wiosny- bez namysłu wybieramy południowe plaże słonecznej Italii.
sperlonga-8.jpg

GPS wyznacza trasę i już wszyscy podnieceni mkniemy w trasę zlewającą się jedną długą nitkę prowadzącą prosto przez noc.

Po 17 godzinach już zasypiam za kierownicą. Kajti (samobieżna nawigacja GPS) mobilizuje mnie na ostatniej prostej 100km. Kiedy dojeżdżamy na miejsce rozsadza nas euforia, słońce, plaża, kaktusy i palmy, zbiegamy co prędzej w dół…

….zobaczyć grotę.
sperlonga11.jpg

Zamieramy z wrażenia i patrzymy po sobie z niedowierzaniem. Ogromna jaskinia na stropie której widzimy potężne stalaktyty na których można ‘zabiwakować’ kalafiory, rogaliki i inne cuda a wszystko wydaje się opierać na naciekowych filarach, grotach, ścianach powybrzuszanych wybujałymi wapiennymi odrostami.

sperlonga-2.jpg

Wracamy na skrzydłach do samochodu po 277 schodach (które jeszcze nie raz będziemy wspominać) i zonk!!!. Nie możemy uwierzyć własnym oczom, szyba od strony kierowcy w samochodzie naszego zielonego bolidu jest wybita, nie ma torby Kajtiego z kasą i dokumentami i plecaka Doris. Fuck!!!!! co za …

sperlonga.jpg

Ja już odpływam w majakach po tylu godzinach z kółkiem, ustalamy plan działania i idę w kimę. Butcher i reszta ekipy dzownią na nr alarmowy ( pod którym nikt nie mowi po angielsku) ‘na trupa’ wyrywamy włoszkę która wzywa carabinierów.

Zjawiaja się po 1,5 godziny- odzyskuje panowanie nad powiekami innymi kończynami.

sperlonga-3.jpg

Ekipa idzie sie rozbijać na palże a ja z Kajtim jedziemy na komisariat udając twardzieli – zimny łokieć. Komisariat to inna historia .. udaje się nam uzyskać potwierdzenie w nieznanym nam języku ze on to no a ja to kierowca zielonego bolidu i że Francessco nam pomoże (mówi po angielsku – Gaeta – Via Calegna ;obok baru Mela; tel. 771471333) yes!! jestesmy zbawieni.

Wracamy na parking zaklejamy okno workiem na śmieci i mkniemy do groty żeby jeszcze dzisiaj się powspinać. Jesteśmy tak wyczerpani, że ledwo chodzimy po płaskim ale juz pierwszego dnia robimy 7a OS i spadamy spod łańcucha z wymagajćego 7b ;]

jest ok idziemy spać – w samochodzie. Butcher, Linka, Grzyn, Krycha, Dorota i Monika już zamykają oczka na plaży a my z Kajtim zdani na siebie ryjąc nosem ziemie ruszamy w poszukiwaniu miejscówki na nocleg. Lądujemy na stacji benzynowej jakieś 20 km. Śpimy w samochodzie – mieszczę się na styk- a Kajti się jeszcze rozpycha i tak przez najbliższe 5 dni!! Ja go uduszę! Francesko – ‘the price is different 150 jurandów’ – i co ? – i nic- za trzy dni z nową szybą, lżejsi kupę kasy znajdujemy camping na którym wieczorami z Daruchną raczymy się winkiem oglądając ‘najnowsze’ amerykańskie produkcje z laptopa. I tak podzieleni na tych co śpią u góry i tych co na dole(plaży) spotykamy się na wspólnym wspinanku w grocie i klifach.

sperlonga-4.jpg

Pierwsze drogi startują (niektórym nad namiotem), lub 10 kroków od miejsca zamieszkania. Pogoda jak z bajki codziennie błękitne niebo i słoneczko zmuszają nas do rozebrania się podczas wspinu – tylko włosi jacyś dziwni chodzą w ‘zimowych’ płaszczach.

Stawiamy na rozwspin pokonując dziennie od 6a do swojego onsajtowego maxa po 8 dróżek i więcej. Po tygodniu czujemy się jak u siebie. Rytm dnia wyznacza znowu wspinanie ( a nie pory posiłków- jak w domu) , wieczorny melanż przy 5L gąsiorze za jedyne 6 jurandów.

sperlonga-7.jpg

Drugi tydzień to poważne napinki w ekipie i tak Dorota dwa razy robi życiówkę prowadząc przepiękne ‘Red sky’ OS 6c i mocno przewieszone z boulderową końcówką 7a. Monika daję sie poznać jako najwolniej wspinająca się babka na świecie – 23 mintuy wspinu na ‘salsicia power 7c+’ którą inni wspinacze pokonują (nie na wyścigi) w 7minut !. Ale wspina jest 4 fun – jest zabawnie ‘jak tak wspinam to czuje że żyje’ kwituje Moni. Aż strach pomyśleć co będzie siekać jak nauczy się szybciej wspinać!

sperlonga66.jpg

Butcher też wykręca maxa na 7b Jeremi’s Fun wpinając się do zjazdówki i bez pardonui komendy blok rzuca się w dół – ( ze zmęczenia ). Dla mnie największą walkę z samym sobą stoczył Grzynu walcząc na wytrzymałościowym Placcati 7a – krzycząc sam do siebie na głos ‘nie ma chu… nie puszczę’ – i nie puścił – zrobił. Krycha pokazała że moc z panelu potrafi przełożyć na skały prowadząc drogi w stylu szybkie RP w drugich próbach.

Kajti ofiara takich filmów jak ‘Dosage’ i inne temu podobne. Nie słucha innej muzy niż z tych filmów – nie zna innej muzy niż tych filmów. Zna dialogi i wszystkie myki swoich internetowych bohaterów. Dziecko internetu – co objawia się tym że haczy palce stóp tam gdzie wszyscy haczą piętę, haczy palce tam gdzie nie da sie niczego podhaczyć, haczy palce ale nie potrafi odczytać prawidłowo najłatwiejszej sekwencji w skale pomijają ewidentne klamki na rzecz ‘stylowych’-(chyba) ścisków.

Woli zadać z fuckera i go ujeb… niż zadać z krawądki , lepiej z oblaczka w plecy niż po ewidentnych odciągo-wiadro-lochach o rozmiarze -’uważaj bo wciąga po łokieć’ ; Szacun !!. Może dlatego zamiast w 2rugich próbach zalicza drogi w kolejnych ( zblizonych do liczby PI ale bez przecinka) próbach. Drogi oferują wspinki po przepięknych pozytywnych chwytach których ilość na drogach do 7b jest tak duża że nawet jeśli widzieliście kogoś na dróżce to nie odgadniecie czego on się tam łapie bo klam jest do wyboru tyle że  możecie przejść tą samą linię po swoich chwytach. ;]

Podczas jednej z wieczornych nasiadówek wychodzi na jaw co ekipa, która pojechał wcześniej zwiedzać Wenecję robiła na placu St. Marco. Niejaki Butcher uwaga uwaga!!!!! (nie wiem co mu podaliście, ale chłopak jest już chyba stracony) – oświadczył się swojej Ewelinie – oświadczyny zostały przyjęte (ślub w sierpniu – masakra co się dzieje- ekipa się wykrusza)

sperlonga-10.jpg

Po 2 tyg. spędzonych na rajskiej plaży nadszedł czas powrotów. Może i dobrze – bo na plaży zrobiło się tłoczno z powodu przyjazdu kolejnych ekip z Polski. Wyciskamy cytrynkę do końca czyli idziemy wspinać się jeszcze w dniu wyjazdu, dzięki czemu Ja i Kajti wpisujemy na konto “La Mia Nuova Fidanzata 8a”.

sperlonga-9.jpg

Potem już tylko 20 godzin w zielonym bolidzie, którego (nie??)zawodną nawigacją GPS jest Kajetan ( nie polecam pchać się przez środek Rzymu – bynajmniej nie jest to najszybsza droga). Gdzieś po drodze ucinam sobie drzemkę na 2 godziny – potem włącza się tryb machina i powieki rozwarte na 100% póki nie wyłączę silnika pod domkiem na Wierzbowej.

sperlonga-5.jpg

Ps. Hitem wyjazdu okazał się multifunkcjonalny crashpad: materac do spania, loża szyderców, sofa, koparka do piasku, plecak, płachta na linę … a to wszystko w jednym;]

więcej zdjęć w Galerii

Brak powiązanych wiadomości