- Strona główna
- Kalendarz
- Test butów
- Newsy
- Galeria
- Poradnik wspinaczkowy
- Prawie wszystko o karabinkach
- Metody asekuracji
- Jak wybrać uprząż wspinaczkową ?
- Buty wspinaczkowe Rock Pillars
- Skale trudności dróg wspinaczkowych
- Dziesięć zasad bezpiecznego wspinania
- Umiejętność asekuracji i operowania liną
- Węzły – niezbędne do przetrwania
- Przyrządy asekuracyjne
- Trening…? A na co to komu?! cz.1
- Ręce – pielegnacja
- 10 zasad treningu – by Udo Neumann
- Urazy ręki we wspinaczce sportowej
- Urazy palców: przyczyny i profilaktyka
- Zbułowanie: jak walczyć z kwasem mlekowym?
- Guma gumie nie równa…
- Woda – gasi pragnienie, skraca cierpienie
- Lód – dobry nie tylko w letni skwar
- Technika asekuracji i miękkie loty
- Stopy i stopnie. Pracuj nie tylko głową!
- Prana: jak oddychać?
- Nie tylko dla konia: uprząż
- Cienka granica czyli krótko o linach wspinaczkowych
- Rodzaje treningu na Campusie – Poradnik Wideo
- Interaktywny Przewodnik
- Filmy
- Pogoda
- Artykuły
- Kącik komiksu
- Kontakt
rock Trip ’08 part 1
“Road trippin’ with my two favorite allies…”
siedzę w hotelu, odpływam, 3 w nocy, czas pędzi do przodu i nie chcę się zatrzymać, a w życiu ważne są tylko chwile których nazbierało się przez ostatni miesiąc…
-Jak tam Alishia,masz kogos ?
- Nie mam, (jeszcze tydzień do wyjazdu) spoko Jaca , ktoś się znajdzie.
-Dobra jaki jest plan? Plan jest taki… , nie ma planu ;]
franken(dziura) -
Nasz zielony bolid mknie po szosie jak zaczarowany jakby rozpoznawał drogę do Pottenstein pod Terminator’a który jest naszą pętlą czasu, gdzie wszystko się zaczyna i kończy.
Przyjmujemy taktykę, że skoro skał na franken jest tak dużo, a niemiaszki ‘sadzą’ coraz to nowe
-bo przewodniki rozrastają się z roku na rok, to trzeba zwiedzić przynajmniej jeden procent z nich – jeden dzień jedna nowa skała. Na pierwszy ogień idzie Rotefels ze swoimi długimi jak we Francji i mega technicznymi drogami. Zjazd z samej góry to lina 70m albo podwójne przewiązywanie się. Żar leje się z nieba, na szczęście nie ma go na ścianie już po godzinie 13, ale czujemy jak białko ścina się w nas od środka. Pobliskia rzeczka rozwiązuje sprawę i staję się naszym basenem na resztę dnia -pomimo upału temperatura wody to ‘kastracja przez zanik’ – jak określa to Darek. I tak w nastroju zabaw skalnych mijają kolejne dni wyznaczane przez rytm wspinaczkowy: 1 dzień wspinanie, 2 dz. wspinanie, wieczorem work out, pod czujnym jak ważka okiem Alicji – zwanej przez nas dalej ‘panią wychowawczynią’ 100 brzuszków, 100 pompek, przybloki, jednoręki bandyta, plus brzuszki hardcore na pokazywanie, przy których wychodzi prawdziwa natura Alishi wrednej su…rowej instruktorki sekcji wspinaczkowej w Bielsku. Kiedy trzęsiesz się już jak galareta, nie dociągasz, rozgina cię to ‘pani wychowawczyni’ naprostowuje cię w stylu: ‘co rura ci zmiękła, jedziesz!, jeszcze jedno powtórzenie!’.
Pierwszy tydzień jeszcze każdy sobie rzepkę skrobie, i tak na śniadanie mamy 4 różne dania, Dareczek i Skipka podjadają od siebie nawzajem: co tam masz? ; pokaż! ; dobre to jest ? ‘Nie dobre’- trzeba to zniszczyć! – wrzucam do niszczarki;]. Podczas kolejnych tygodni dochodzimy do porozumienia czego efektem jest BBM (Breakfest BasicMass), czyli coś koło: ryżu z jabłkami, bananem, jogurtem i cynamonem;]. Pyszota! I tak po koleji dzięki diecie cud uzupełnianej specyfikiem mocy zwanym Chocko Duo (*tylko w dyskontach LIDL ), której głównym kucharzem jest Dareczek, wszyscy wspinają się na wyżyny swoich możliwości: Alisha wciąga 9+, Dareczek nauczył się chodzić po slacku i zaczyna robić obroty, Skipka wciąga 8 i 8+, ja -znanym na tym wyjeździe nico bardziej jako
‘P. instruktor’ wciągam ‘Premiere de Lux 10′ i wstawiam się do Fireball pod nadzorem kustosza skały frankońskiej – ale brak świeżości rozgina mi ramiona do pozycji horyzontalnej. Wieczorem znowu podjeżdżamy pod terminatora, Dareczek – ‘wiesz, tutaj czuję się jak w domu, nawet slack wisi, ale co z tą szwajcarią…!?’
Zmiana planu jedziemy do szwajcarii.
Szwajcaria ‘ołki dołki , do dupy z taką pogodą , a taka szwajcaria miała być’ przychodzi nam na myśl kiedy szczyty alp giną w chmurach, deszcz nie przestaje padać. Co za głupota ruszać się ze słonecznej franken w góry, zimne, niedostępne i mokre. Kierunek Magic Woods. Na przełęczy
St. Bernarda, zastanawiamy się czy daleko jeszcze;]? Nikt z nas tam nie był. Szybki telefon do ‘Dzibara’ rozjaśnia sytuacje – to było 50 km wcześniej, gdzie droga jak i góry były skąpane w mleku, padał deszcz i 9st. na naszym pokładowym termometrze. Zmiana planów, jedziemy do Cresciano – ale gdzie to jest ;]?. Do miasteczka trafiamy już po zmroku, jakąś okrężną dorgą, jak się okazuje szczęśliwie, bo właściwą drogę zmyła lawina błotna i okajzonalny wodospad. Przemiły właściciel baru tłumaczy nam, że wspin jest gdzieś tam na zboczu, ale w nocy znalezienie czgokolwiek jest niemożliwe. Nic niemożliwego dla nas! On-sight wychodzi nam bez błędnie, choć jazda po górskiej serpentynie szerokiej na jeden samochód, poprzecinanej wodospadami i tunelami w nocy i deszczu, przysparza wielu emocji; włącznie z akcją zmiany koła pod górkę w grząskim terenie, które przebiłem cofając na krawężnik – ale pierdykło! A deszcz sobie kapie kap kap kap. Co za bez sens przyjechaliśmy się tu wspinać czy ślizgać po skale – czy ktoś ma łyżwy!? Zmęczeni kładziemy się pod dachem w rolniczo-industrialnym otoczeniu maszyn rolniczych.
Jak mile zaskakuje nas kolejny dzień, we are lucky – po raz kolejny czytam z gaci Skipki kiedy spadają jej na wysokość modną wśród tzw. ‘młodzieży hip-hop’owej.
Błękit nieba i słoneczko zapraszają do boulderowego raju – w sensie dosłownym, bo głazy stoją schowane pod parasolem drzew co pozwala się tu wspinać w największe upały, tworząc niesamowity spektakl światłocieni na skale. Przez środek raju przepływa wodospad, który jest idealny do kompieli rodem z reklamy słodkiego batonika Bounty. Dziewyny mają rest-lenia, a ja z Dareczkiem zaszywamy się w las odkrywając coraz to lepsze bloki. Brak topo pozwala cięszyć się nam przygodą odkrywania nowych lini, bez cyferkowej napinki. Spotykamy kolesi z Berna, którzy też są tu pierwszy raz i wkręcamy się z nimi na całego w wspólne boulderowanie, zdzieranie gardeł na ‘alle’ i skóry na granitowych dziobach, płytach, krawądkach i idealnych oblakach. Dzień drugi dziewczyny odpuszczają sobie wspin z liną, który jest tutaj podobno wyjątkowy ( testowała go ekipa z krakowskiej korony ). My dalej wkręcamy się w odkrywanie najpiękniejszych problemów pod słońcem, które okazały się niczym w porównaniu do tego co znaleźliśmy w Chironiko. Jeśli Cresciano jest rajem to nie wiem jak opisać Chironico; Raj 4 razy większy, baldy bardziej przewieszone o niespotykanych formacjach porozsiewane po labiryntach głazów.
2be continued…
Foty by Daro & Jaca
Brak powiązanych wiadomości
| Drukuj artykuł | Ten wpis został napisany przez Jaca na 30 października 2008 o 22:07, i jest w kategorii Bouldering, Wiadomości. Podążaj za odpowiedziami do tego wpisu przez RSS 2.0. Możesz napisać komentarz, lub trackbacka z Twojej własnej strony. |



























