Relacja – Michał Janik

image002-1.jpg
Grande Grota w pełnej krasie

Pakujemy się na stopa do fury lokalnego dealera.
Ziom zapodaje opowiastki rodem from Little Jamaica (druga nazwa Kalymnos).
Docieramy do naszego mini studia Artemis – po latach latach spędzonych w krzonie, tutaj jest jak w raju: kilka komarów i prysznic prawie na kibelku nie jest w stanie nas odstraszyć. Terkocząca lodówa, waląca seriami jak z kałacha w środku nocy też nie wybiła nas z rytmu, a widok z balkonu na Grande Grotę wynagradzał wiele, łagodząc nastroje.
Po krótkiej, acz intensywnej aklimatyzacji z Ziomami z Wawy przyszedł czas na wspinanie na: “maksymalnej kurwie”.

image004.jpg
Dolonas 7c OS

Dróżki padały jedna po drugiej do …. momentu starcia z Aegialisem w grocie wycenianym na 7c. Powalająca 16-sto wpinkowa linia dała mi popalić do tego stopnia, że dwudniowy rest stał się smutną koniecznością. Mając zjazd na wyciągniecie ręki, po spektakularnej walce, zlany potem po samą dupę, kołuje w dół. Krew odpływa do tego stopnia, że ręce zamieniają się w bezużyteczne kikuty.
Po zasiekaniu kilku 7b w mega szybkim tempie, 7c jest jak bliskie spotkanie amfibią, wali na nogi. Wracamy nad morze w poszukiwaniu ośmiornic.

image006.jpg
W poszukiwaniu białka…

Dodatkowy dzionek restu uaktywnił we mnie syndrom Neptuna. W poszukiwaniu “wery beautiful gun” udaję się do lokalnego portu. Ceny chińskich zabawek przewyższyły najśmielsze oczekiwania. Wizja pozyskania białka “frutti di mare” odchodzi w nie pamięć.
Przepraszam się ze skałami i wracam potulnie do jednego z ładniejszych sektorów Spartacusa.
Mimo mało sprzyjających warunków, temperaturze podbijającej pod trzy dychy, udaję się odstrzelić pierwszą 7c – Magnetusa. Choć droga należy do seri krótkich i treściwych, łatwo nie dała za wygraną. tego samego dnia popędziłem na drugą 7c The Beginning at the End i po kilku syknięciach ciesząc się jak dziecko, wpiąłem linę w zjazd.
Dwa tygodnie zamuły w Masurii zmobilizowały nas do wynajęcia skutera.
Szaleństw nie było końca: wcieliliśmy się w rolę szabrowników granatów. Jak Bonni i Clyde uzupełnialiśmy zapasy. Ja czekałem z zapalonym silnikiem, a Dziunia rwała jak wściekła, uginając gałęzie.
Jedna mała rada dla wszystkich wybierających się na Kalymnos: tam wcale nie jest tak tanio. Ceny średnio są około 25% wyższe niż w Polsce.
Wspinałem się głównie bez znajomości, a oto co udało mi się zasiekać:

Orio 7c+ RP (3P),

Magnetus 7c OS,
The Beginning at the End 7c OS,
Priapos 7c OS,
Dolonas 7c OS,

Nicola la tigre 7c RP (2p),
Neolithic line 7c RP (2p),

Alfredo – Alfredo 7b+ OS,
Harlem nihgts 7b+ OS,
Themelina 7b+ OS,

Elia 7b OS,
Amphora 7b OS,
Dionysos 7b OS,
Zorba le gros 7b OS,
Sevasti 7b OS,
Alexis zorbas 7b OS,
Gladiator 7b OS,
Dinosaur Junior 7b OS,
Ivi 7b OS,
Polydeykes 7a+/b (raczej 7b) OS.

image008.jpg
Typowy grecki klimat…

image010.jpg
Szybki flesz…

image012.jpg
Koleżanka Dziuni…

image014.jpg
Upał na maxa…

image016.jpg
Piraci from Kalymnos

image018.jpg
Wspin jest wszędzie…

Sponsor główny:
image019.jpg

Brak powiązanych wiadomości